Actions

Work Header

Rating:
Archive Warning:
Category:
Fandom:
Relationships:
Characters:
Additional Tags:
Language:
Polski
Stats:
Published:
2023-02-17
Updated:
2023-04-27
Words:
24,344
Chapters:
6/10
Comments:
17
Kudos:
78
Bookmarks:
4
Hits:
1,826

forever young in paradise

Summary:

Tadeusz Żeleński za namową swojej byłej żony pobiera aplikację randkową na telefon, gdzie poznaję artystę, który wywróci jego świat do góry nogami.

Notes:

ogromne buziaki i cieplutkie pozdrowienia dla niebezpiecznego fandomu, let's go gays!!!

Chapter 1: 001.

Chapter Text

Maj, 2019  

Kraków  

 

 

Gdyby piętnastoletni Tadeusz Żeleński spotkał trzydziestodziewięcioletniego Tadeusza Żeleńskiego, to pewnie spytałby go o dwie rzeczy: jakim cudem wyhodował tak gęstą brodę i dlaczego nie został artystą, tak jak przepowiedziała mu wróżka na jednym z festynów z dzieciństwa. Sprawa brody jest znacznie prostsza, otóż starszy Żeleński wyjątkowo dobrze o nią dbał, a chociaż zdanie otoczenia wobec tego, czy było mu lepiej w brodzie czy bez są niespójne, sam zainteresowany bardzo ją lubił. Nadawała mu powagi, po części też schronienia, jakkolwiek kretyńsko by to nie zabrzmiało. Gorzej przedstawia się druga kwestia, bo po części Żeleński mógłby o sobie powiedzieć, że jest artystą. Każdy człowiek z tak imponującą karierą naukową jak on był przecież artystą, jakkolwiek by na to nie spojrzeć. Tadeusz wiedział jednak, że pewnie nie o to dokładnie chodziło starej wróżce tamtego dnia, kiedy z jego dziecięcej rączki sczytywała potencjalną przyszłość chłopca. Ale najwidoczniej tak już musiało być, jego kuzyn Kaziu powiedziałby pewnie, że najwidoczniej ktoś kiedyś przesunął w złym momencie krzesło i dzięki temu przyszłość Tadzia zrobiła fikołka. I pewnie miał rację. I zapewne on sam był tym, który to krzesło przesunął. 

Gdyby piętnastoletni Tadzio Żeleński spędził ze starszym sobą trochę więcej czasu, pewnie zdziwiłby się jeszcze kilkoma innymi rzeczami, od gustu muzycznego (miał może trzydzieści pięć lat, kiedy zaczął słuchać brit popu i przeprosił się z rodzimą sceną alternatywną) kończąc na fakcie, że w wieku trzydziestu dziewięciu lat jest sam jak palec w dużym mieszkaniu na parterze kamienicy w centrum Krakowa. Mieszkanie było bardzo duże i naprawdę eleganckie, ale dzięki temu niezwykle puste i ciche. Odkąd cztery lata wcześniej wyprowadziła się z niego Zosia z ich synem, jego ściany nie gościły nikogo innego poza samym zainteresowanym i jego kuzynem (a i ten wpadał bardzo rzadko). Oczywiście, że bardzo za nimi tęsknił, szczególnie za synem, którego nie udało się przekonać, aby został jednak z ojcem (argument szkoły, która mieści się dosłownie za rogiem i kolegów nie wpłynął w żaden sposób na jego decyzję. Stanisław był po prostu zły na ojca, a Tadziu nie mógł się mu w żaden sposób dziwić). Chociaż w wychowaniu nastolatka nie czuł się najpewniej, byli w gruncie rzeczy do siebie bardzo podobni. Tadziu miał jednak nadzieję, że jego syn okaże się być w życiu odważniejszy od niego. Szczególnie w kwestii bycia sobą. 

Na szczęście nie ma opcji, że pewnego dnia do jego drzwi zapuka piętnastoletnia wersja jego samego, chociaż odwiedzał sam siebie w snach i przeprowadzał milion razy rozmowę sam ze sobą. Można powiedzieć, że wszelkie trudne rozmowy Tadeusz Żeleński w wieku prawie czterdziestu lat ma już za sobą. Szybko okazało się, że to nie do końca prawda. 

 — Czego się napijesz, Tadziu? 

Jak co sobotę i tym razem pojawił się w niewielkim domku pod Krakowem, w którym od trzech lat mieszkała jego była żona z ich synem i swoją matką. Domek był niewiele mniejszy od jego mieszkania, miał przepiękny ogród i zapierający dech w piersiach widok z okna na piętrze. Zosia, jak zwykle zresztą, nie czekała na jego odpowiedź i zabrała się za parzenie ulubionej, czarnej kawy Tadeusza. Nawet, gdyby jej odpowiedział, że tego dnia napiłby się czegoś innego, w odpowiedzi otrzymałby kawę. Zosia zwyczajnie za dobrze go znała, nawet po trzech latach od rozwodu. 

— Cześć tato. - rzucił Stasiu, przechodząc przez kuchnię do swojego pokoju. Jak zwykle, nie za bardzo palił się do rozmowy z ojcem. Być może przechodził “trudny wiek”, jak to mówiła terapeutka Tadzia, a może w dalszym ciągu był na niego jeszcze trochę zły. Tadeusz nie czuł się jeszcze na siłach, aby przeprowadzić z nim Poważną Rozmowę, odkładał więc ją w czasie tak bardzo, jak tylko mógł. To była właśnie jedna z tych trudnych rozmów, które go jeszcze czekały. Kolejną właśnie zainicjowała Zosia, wzdychając ciężko i stawiając przed nim kubek z kawą. 

— Ciężko się na ciebie patrzy, Tadziu. 

— Co masz na myśli? — gorący kubek niemalże poparzył go w palce. Był jednak tak spragniony kofeiny, że nie zwracał uwagi na temperaturę i upił spory łyk kawy. Zosia usiadła przy stole naprzeciwko i westchnęła. 

— Samotność cię wykańcza. Powinieneś sobie kogoś znaleźć. 

Jego coming out był najtrudniejszy właśnie dla Zosi. To cudowna kobieta, która jak nikt inny wiedziała, jak ma się zachować w tadziowym świecie, dlatego właśnie została ostatecznie jego żoną. Ale coś zawsze było nie tak, bardzo, bardzo nie tak. Długo zajęło mu znalezienie przyczyny tego przeczucia. To znaczy, oczywiście nie zrobił tego sam. Zosia musiała mu to powiedzieć w twarz: Tadziu, ja wiem, że jesteś gejem. Nie musimy już udawać. Wszystko będzie w porządku.   

Tego maja mijała dokładnie trzecia rocznica tamtego wydarzenia. Gdyby na miejscu Zosi była jakakolwiek inna kobieta, Tadziu mógłby tego nie przeżyć. 

— Wiesz, jaki mam tryb życia. To niemożliwe. — za każdym razem odpowiadał tak samo. Stała wymówka, która miała ukryć to, jak Tadziu po prostu bał się poznawać kogokolwiek nowego. W pewnym sensie czuł się na to za stary, nie ma opcji, żeby w jego wieku poznać miłość swojego życia. Na skroniach zauważył już początki siwizny. Zmarszczki wokół oczu pogłębiały się z każdym dniem. Nadal był tak samo przystojny, jak piętnaście lat temu, ale im był starszy, tym mentalna blokada stawała się coraz silniejsza. Paradoksalnie zaprzyjaźnił się ze swoją samotnością, która pomimo bycia nieznośną, stała się jego bezpieczną codziennością. 

Zosia pokręciła tylko głową i zabrała się do mieszania swojej kawy (słodkiej z dużą ilością mleka). 

— Słuchaj, znam cię tak długo, że doskonale rozpoznaję twoje emocje. Totalnie się wykręcasz. Musisz poznać kogoś nowego i kropka. Nie możesz być sam do końca życia. 

— Dlaczego? 

— Bo co to za życie? Zresztą... — na jej twarzy wymalowało się zmieszanie. — nie po to od ciebie odeszłam, żebyś teraz był sam. 

— Zosiu... 

Przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił. Zosia mieszała w milczeniu swoją kawę, a Tadzio grzał palce o gorący kubek. Jedynym słyszanym dźwiękiem była łyżeczka, skrobiąca delikatnie o dno kubka Zosi i przytłumiona, heavymetalowa muzyka, dobiegająca z pokoju Stasia. W końcu Zosia podniosła wzrok na swojego byłego męża i niespodziewanie uśmiechnęła się promieniście. 

— Musimy ci kogoś znaleźć! 

— Jak? Gdzie? — nie spodziewał się, że Zosia zna zbyt dużo gejów. Nie, żeby Tadeusz był jakoś szczególnie wybredny. 

— Jak to, gdzie? W internecie!  

Tadeusz przeżegnał się mentalnie. Zupełnie nie ogarniał internetu. Jeśli musiał w nim czegoś poszukać lub coś zrobić, to oczywiście to robił, ale nic poza tym. Jego profil na Twitterze służył mu jedynie do czytania wiadomości. Miał też konto na Facebooku, ale nie korzystał z niego od lat. Nawet nie był pewien, czy dalej pamięta hasło. Najczęściej sprawdzał skrzynkę mailową, ze względu na pracę i oferty wydawnicze, ale poza tym wszystkim nie miał zielonego pojęcia o tym, jak działa internet, nie wspominając już o randkowaniu. I szczerze mówiąc, szalenie go to przerażało.  

— Jesteś pewna, że to dobry pomysł? Nawet nie wiem jak to się robi... 

Zosia wywróciła oczami i wysunęła ku niemu swoją rękę. Tadzio, nie wiedząc za bardzo o co jej chodzi, położył na niej niepewnie swoją dłoń, którą ta od razu strzepnęła. 

— Podaj mi swój telefon, pacanie. 

Tadeusz poklepał się po kieszeniach, w końcu odnajdując telefon w jednej z nich. Nie pierwszej młodości, dość stary model iPhone wybrał głównie z polecenia syna, który uznał, że ktoś o jego pozycji nie może posiadać innej marki. Tadek lubił go, bo był całkiem leciutki i mógł czytać na nim wygodnie maile. Na tapecie w dalszym ciągu miał zdjęcie, które zrobił w Paryżu pięć lat temu. Zosia chwyciła go i zmarszczyła brwi. 

— Jest aplikacja, na której ludzie szukają randek, a czasem nawet czegoś poważniejszego. 

— Co to jest aplikacja? 

— Boże tato, poważnie? 

Nie zauważyli, kiedy w progu kuchni pojawił się Staszek, w dłoni trzymając pusty kubek po herbacie. Tadek w pierwszej chwili spanikował, ale dał radę zachować zimną krew i westchnął. 

— Wiecie, że się na tym nie znam... 

Staszek odstawił pusty kubek do zlewu i zajął miejsce koło Zosi, zabierając jej telefon z dłoni. 

— A więc mamy zainstalować tacie Tindera? 

— Tin... co? 

Zosia i Staszek w identyczny sposób wywrócili oczami. Dopiero wtedy Tadek uświadomił sobie, jak podobni byli do siebie. Na moment złapała go dziwna fala melancholii i poczucia winy, ale szybko wrócił na ziemię, bo syn podał mu jego telefon z powrotem. 

— Musisz potwierdzić pobieranie, tato. 

— Jak? 

— Palcem. Aplikacja sczytuje linie papilarne. 

Tadeusz miał wrażenie, że działa się wokół niego jakaś czarna magia. Nie rozumiał za wiele z tego, co się działo w tamtym momencie w kuchni jego żony, ale po raz pierwszy od dawna siedzieli w trójkę w jednym pomieszczeniu, normalnie ze sobą rozmawiając. Gdy tylko rozległ się cichy dźwięk, sygnalizujący koniec pobierania aplikacji, Staszek podał telefon Zosi. 

— Musicie teraz założyć tacie profil.  

— Chwileczkę, nie pomożesz nam? 

— Nie mam ochoty brać w tym udziału. 

Staszek wstał i wrócił do swojego pokoju, jakby nigdy nic. Tadeusz był rozczarowany jego zachowaniem, ale nie dał po sobie tego poznać. Zosia spojrzała na niego znacząco i uśmiechnęła się delikatnie. 

— Jesteś gotowy? 

— Nie. Nie mam pojęcia, co robimy i czemu, u licha, się na to zgodziłem. 

Była żona roześmiała się cicho i otworzyła okienko aplikacji. Po wybraniu wszystkich opcji, przeszła do opisu. Przez chwilę wystukiwała coś ze skupieniem, by w końcu pokazać mu swoje dzieło. Tadeusz spojrzał w okienko i przeczytał: 

 

Trzydziestodziewięcioletni naukowiec i niespełniony artysta pozna miłego, ułożonego mężczyznę. O mnie: kocham francuską literaturę, gry słowne, teatr i ciasto z malinami. Nie lubię spać na twardym i cukru w kawie.”  

 

Tadeusz zmarszczył brwi i spojrzał znacząco na Zosię. 

— To wygląda jak ogłoszenie matrymonialne w gazecie. 

— No i? Co w tym złego. 

— To jest trochę... hm... uwłaczające. 

— Wiesz co? Jesteś beznadziejny. — prychnęła i przeklikała aplikację dalej. — Och, musimy dodać jeszcze zdjęcia. Masz jakieś ładne, aktualne selfie? 

— Boże jedyny, Zosia ja cię proszę, mów do mnie po polsku... 

— Zdjęcie. Najlepiej takie, które zrobiłeś sobie sam. 

— Czemu miałbym sam sobie robić zdjęcia? — Tadeusz uniósł pytająco brwi, a Zosia była pewna, że jeszcze chwila i opuści ją resztka cierpliwości. Policzyła w myślach do trzech i odparła: 

— Dobrze, to inaczej. Jakie są twoje najlepsze zdjęcia? 

— Hmm... te z naszego ślubu? 

— Tadeusz. Aktualne.  

Zaczął się zastanawiać. Nigdy nie pojmował zdjęć na których jest on sam jako ładne lub nieładne, po prostu na nich był i tyle. Miał kilka ładnych zdjęć z Paryża, które ukazały się niedawno w gazecie. Parę miesięcy temu był też z Kaziem na wakacjach nad morzem, gdzie kuzyn narobił mu ogromną ilość zdjęć, powinien mieć je gdzieś na mailu. Sięgnął po telefon i odnalazł kilka z nich. 

— Takie mogą być? 

Zosia w skupieniu przejrzała wszystkie zdjęcia, wybierając ostatecznie dwa. Jedno z Paryża, na którym siedzi przy stoliku z kawą i spogląda za siebie, drugie natomiast z plaży w Kołobrzegu, gdzie śmiejącego się kuzyna uwiecznił Kaziu na jednym ze swoich artystycznych zdjęć. Tadeusz wolał przemilczeć fakt, że była żona skadrowała je akurat tak, aby było widać dużą część jego torsu. 

— No, gotowe. Reszta należy już do ciebie. — oddała mu telefon. Tadeusz wlepił wzrok w swoją twarz i opis, nie bardzo wiedząc, co ma z tym fantem teraz zrobić. 

— I... jak mam tego używać? 

— Tam jest samouczek. Ja sama w sumie nie wiem, nigdy nie używałam. Ale dasz sobie radę Tadziu, trzymam za ciebie kciuki! 

Zachciało mu się krzyczeć wewnętrznie. W życiu nie był bardziej zdenerwowany niż wtedy. Powoli schował telefon do kieszeni, pomimo rozczarowania Zosi, która chciała zobaczyć, jak były mąż będzie sobie radził. Zdecydował pomyśleć o tym wieczorem, gdyż cała ta trudna rozmowa niesamowicie go wymęczyła. Dopił więc stygnącą powoli kawę i pożegnał się z Zosią, wymigując się pracą.  

Ewidentnie była to bardzo trudna rozmowa, ale nie ostatnia ani nawet przedostatnia, jaka go jeszcze w życiu czekała. 

 

 

*** 

 

 

Nie można było odmówić Tadeuszowi jednej rzeczy - był naprawdę niesamowicie przystojnym mężczyzną. 

Nie zabrzmi to nazbyt skromnie, ale był przyzwyczajony do tęsknego wzroku, jaki rzucały mu studentki i studenci na zajęciach. Wielu z nich zapisało się do niego na seminarium, chociaż nie mieli zielonego pojęcia o tematyce, którą się zajmuje. Nigdy jakoś szczególnie nie zwracał na to uwagi, to była jego praca i jego studenci. Zdarzało się jednak też, że zagadywały do niego koleżanki po fachu i próbowały umówić się z nim na kawę, obiad lub spacer. Kilka razy dostał listy miłosne do skrzynki pocztowej i na adres mailowy, rzadko kiedy były jednak podpisane. Faktycznie, gdyby tylko chciał i pokonał swoją niesamowicie patologiczną nieśmiałość, mógłby mieć każdego, kogo zapragnął. Mógłby przebierać w opcjach dowoli, ale nigdy jakoś go to szczególnie nie obchodziło. 

Z Zosią sprawa była bardzo skomplikowana. Poznali się wiele lat temu, jeszcze na studiach. Ona pierwsza do niego zagadała, więc wszystko bardzo naturalnie potoczyło się swoim torem. Staszek urodził się bardzo krótko po ślubie, ale nigdy nie czuli się sobą zmęczeni, nigdy też nie traktowali swojego małżeństwa jako dobra koniecznego. To było naprawdę dobrze przeżyte kilkanaście lat, zostali zgraną parą, której świetnie się układało. Do czasu, kiedy Tadeusz nie odczuł, że coś jest jednak nie tak. 

Miesiące poprzedzające jego ostateczny coming out były szalenie trudne. Sam proces odkrywania samego siebie zupełnie na nowo był tak niesamowicie ciężki, że za żadne skarby świata nie chciałby wrócić do tamtych dni. Zrobił wiele głupich rzeczy, obwiniał się przez cały czas o to, co zrobił Zosi, chociaż ta zapewniała go wiele razy, że jedyne na czym jej naprawdę zależy to jego szczęście. To była naprawdę wspaniała kobieta i zasługiwała na kogoś, kto koniec końców potraktuje ją o wiele lepiej.  

To nie było tak, że Tadek przez cały ten czas nie spotykał się z żadnym mężczyzną. Zanim jego małżeństwo ostatecznie się rozpadło, był w jednym i dość swobodnym związku z dawnym kolegą ze studiów. Parę razy spotykał się też z kimś na jednorazowy seks, ale nic poza tym. Przez te wszystkie lata technicznie był kompletnie sam. Najtrudniejsza była świadomość tego, że doprowadził do tego on sam, a nie nikt inny. On i wszystkie jego decyzje, lepsze lub gorsze. Gdyby los był człowiekiem, bez przerwy śmiałby mu się w twarz. 

Tadeusz Tindera otworzył po raz pierwszy dopiero następnego dnia w pracy, w przerwie pomiędzy zajęciami. W pierwszym momencie po prostu patrzył na ekran, całkowicie sparaliżowany. Gdy w końcu pokonał chwilowy atak paniki, zalogował się do aplikacji i poczekał, co się dalej stanie. Faktycznie, wyświetlił mu się samouczek, z którego dowiedział się, że jeśli para mu się spodoba, ma “przesunąć” jego profil w prawo, jeśli natomiast nie, ma “przesunąć” go w lewo (od razu zapisał to sobie na karteczce i przylepił ją na ekran laptopa, aby się nie pomylić). Kiedy samouczek mu podziękował za uwagę, musiał ponownie zacząć się uspokajać. Czemu to było dla niego aż tak bardzo trudne? Czy inni ludzie też mają takie problemy z poznawaniem nowych osób? 

O dobry Boże. 

Nie wiedział co ma zrobić z pierwszymi parami, które mu się wyświetliły. Na większości tych zdjęć nie było zbyt dużo widać, głównie gołe torsy i, o zgrozo, pośladki. Jak już któryś mężczyzna miał na zdjęciu swoją twarz, to nie posiadał w profilu żadnego opisu. Tadeusz nie chciał ryzykować aż tak bardzo i umawiać się z kimś, kto nie potrafi zawrzeć w opisie nawet kilku zdań o sobie. Tym bardziej, że na reszcie zdjęć widać było jedynie zbliżenie na pośladki. 

Szybko okazało się, że musi wracać do pracy. Odłożył więc telefon i zapomniał o nim na kilka godzin. Kiedy wrócił wieczorem z pracy i zaparzył sobie zieloną herbatę, z nieco mniejszymi już nerwami ponownie uruchomił aplikację. Tym razem było nieco lepiej, coraz więcej profili wyglądało dość normalnie (może to kwestia geolokalizacji? Bądź co bądź niestety aplikacja tego wymagała). Parę z nich “przesunął nawet w prawo”. Kiedy dopił herbatę i poszedł pozmywać po kolacji, usłyszał kilka powiadomień telefonu, które poinformowały mu o tym, że ma kilka “par”. 

Cała ta terminologia była szalenie skomplikowana. O wiele bardziej niż tłumaczenia z francuskiego, którymi się zajmował. 

Ale tak właśnie wyglądały początki historii Tadeusza Żeleńskiego i jego tinderowych randek. I chociaż początkowo nie spodziewał się po nich zbyt wiele (pomimo entuzjazmu Zosi) jeszcze nie wiedział, że jedna z osób które tam pozna na zawsze odmieni jego nudne i stateczne życie. 

 

 

Czerwiec 2019,  

Kraków  

 

 

Pierwsza randka, na którą poszedł była totalną katastrofą. Randka była tak zła, że załamany nie otwierał aplikacji przez pierwszy tydzień po powrocie z niej. Była tak okropna, że w pewnym momencie zwątpił nawet we wszystkich mężczyzn i poważnie zaczął rozważać celibat. Była tak okropna, że najchętniej wyparłby ją całkowicie z pamięci. 

Pierwszą osobą, która poznał “na poważnie” na Tinderze był facet o imieniu Karol. Długo rozmawiali ze sobą na chacie, głównie o sztuce, rysunkach Karola, filmie, teatrze i muzyce. Wydawał się być naprawdę w porządku. Komplementował wygląd Tadeusza, czytał polecane przez niego artykuły, witał co rano wesołym “dzień dobry”. Po paru tygodniach zdecydowali się nareszcie na spotkanie. 

Tadeusz ponownie stał się bardzo nerwowy. Pierwszy raz w życiu wybierał się na spotkanie kogoś, kogo poznał przez internet. Przez internet! Przecież to takie niebezpieczne! Musi być chyba niespełna rozumu, że się na to zgodził! Ale Karol był tak miły i uprzejmy, obiecał mu, że pójdą na spacer, a potem do muzeum na nową wystawę sztuki francuskiej. Nie był nachalny ani szczególnie nalegający. Wybrali wspólnie jedną sobotę, podczas której obaj byli w mieście i mogli ją spędzić razem. Oczywiście, do tego czasu Tadeusz prawie cztery razy odwołał to spotkanie, ale zawsze ostatecznie się przed tym powstrzymywał. 

Później żałował, że jednak tego nie zrobił. 

Bardzo długo nie wiedział, jak ma się ubrać. Czy bardziej elegancko, czy jednak zupełnie normalnie? Sweter czy marynarka? Jeansy czy spodnie w kant? Kapelusz? O Boże drogi, jeszcze tego brakowało. Stał przed lustrem godzinami i denerwował się niczym nastolatka. W pewnym momencie był o krok od zadzwonienia do Kazia, aby mu podczas tej randki towarzyszył gdzieś w tle jako wsparcie mentalne. W porę się powstrzymał, słusznie zakładając, że kuzyn by go najzwyczajniej w świecie wyśmiał i nie dał żyć przez najbliższe miesiące. W takich warunkach musiał się wziąć w garść i po prostu tam pójść samemu. 

Już od samego początku coś było nie tak. Adres, który Karol mu podał, okazał się być jedną z najgorszych spelun w Krakowie, a nie elegancka kawiarnia w stylu lat dwudziestych. Jedna z szyb była tak brudna, że mógł rysować na niej palcem. Drzwi do lokalu były szeroko otwarte i dobiegały z niego czyjeś krzyki i przytłumiona muzyka elektroniczna. Chwilę później wytoczył się na zewnątrz kompletnie pijany mężczyzna, w którym dopiero po kilku sekundach rozpoznał właśnie Karola. 

Facet dosłownie ledwo trzymał się na nogach, podpierając na zdezelowanej barierce przy drzwiach. Ładne, starannie ułożone włosy, które tak się Tadziowi spodobały na jego zdjęciach, były w potwornym nieładzie i ewidentnie od kilku dni nieczesane. Mężczyzna miał napuchniętą twarz, przekrwione oczy i niemalże sine wargi. Czy był naćpany? Czym? Tadek wiedział, że musi coś zrobić, ale był w zbyt wielkim szoku, aby ruszyć się z miejsca. 

Mężczyzna w końcu podniósł rozbiegany wzrok i dostrzegł go. Wyszczerzył zęby, a Tadkowi ukazał się brak jednej z jego jedynek.  

— Jesteś! Nie sądziłem, że.... że przyjdziesz takszybko..... — powiedział z trudem, po czym ruszył w jego stronę. Tadeusz poczuł bardzo ostry i niezwykle nieprzyjemny zapach starego alkoholu. Cofnął się odrobinę, ale Karol już był bardzo blisko. 

— Co tu się... 

— Miłocię po... poznać! — mówił dalej z trudem. Tadeusz był w zbyt wielkim szoku, aby zareagować jakkolwiek. Po prostu patrzył na niego bez słowa i żałował, tak potwornie żałował, że się na to wszystko zgodził. Pragnął jak najszybciej znaleźć się z powrotem w domu i zakopać się w pościeli z pudełkiem lodów, nieszczęśliwy jak nigdy. Karol wyciągnął ku niemu rękę, na co ten cofnął się gwałtownie. 

— Możesz mi to wyjaśnić, proszę? 

— Och, a ty jednak... taki.... sztywny... — miał wyraźny problem ze słowem “sztywny” — ja po prostu chciałem się rozerwać... bardzo się denerwowałem i... i... i... 

Tadeusz nigdy nie dowiedział się, co ten pragnął mu przekazać. Nim Karol skończył zdanie, wytrzeszczył przekrwione oczy i zgiął się w pół. Następna rzecz, jaką Tadek pamiętał z tego tragicznego spotkania, to okropny, niesamowicie obrzydliwy bełt, który mężczyzna posłał prosto na jego świeżo wypraną i wyprasowaną koszulę. Sekundę po tym wydarzeniu odwrócił się na pięcie i uciekł przed siebie, nie oglądając się ani na moment za siebie na praktycznie nieprzytomnego Karola Frycza. 

Wiele tygodniu po tym wydarzeniu Tadek nie był już taki pewien, czy postąpił w tamtym momencie właściwie. Karol ewidentnie miał problem alkoholowy, który zmuszał go do zapijania stresujących sytuacji. Może powinien spróbować mu pomóc? Albo chociaż odprowadzić do domu, zamiast po prostu uciekać. Ale było już za późno, od tamtego dnia nie miał z nim już żadnego kontaktu. Karol usunął swój profil i już nigdy więcej do niego nie napisał. A koszula niestety musiała pójść na śmietnik. 

Przez wiele dni Tadeusz nawet nie spoglądał w aplikację. Wielokrotnie rozważał usunięcie aplikacji z telefonu i ponowne zajęcie się sprawami zawodowymi, ale Zosia przez telefon kategorycznie zabroniła mu to robić. Musiała też najwidoczniej rozmawiać o tym z Kaziem, bo kiedy kuzyn przyjechał do niego w odwiedziny, pierwsze co zrobił to poklepał go pokrzepiająco po ramieniu, a następnie chwycił jego telefon, otworzył aplikację Tindera i pokazał mu zdjęcie pierwszego mężczyzny, który ukazał się jego oczom. 

— A ten, Tadziu? Jak ci się podoba? 

I takim oto sposobem umówił się z Kornelem, o dziesięć lat od niego młodszym początkującym poetą i, jak się okazało, sprzedawcę w jednej z ulubionych księgarni Żeleńskiego. W pierwszym momencie nie poznał go na zdjęciach, dopiero po chwili rozmowy wydedukował, skąd może go kojarzyć. Kornel natomiast znał go doskonale, przez większość ich pierwszej rozmowy chwalił jego prace i tłumaczenia, ciągle powtarzając, że nigdy nie spodziewał się go trafić akurat w takim miejscu.  

Tym razem Tadeusz był odrobinę ostrożniejszy, pomimo iż praktycznie poznał już wcześniej Kornela. Na pierwszym spotkaniu odebrał młodszego mężczyznę z pracy i z ulgą przyjął fakt, że był trzeźwy, schludnie ubrany i dokładnie taki, jak na zdjęciu. Od razu poszli na obiad, a potem na kawę, by skończyć spotkanie na spacerze niedaleko Wawelu. Ale jak się okazało, było to ich ostatnie spotkanie (w charakterze randki oczywiście. Tadek nadal regularnie robił zakupy w tej księgarni). 

Problem z Kornelem był taki, że pomimo wpatrywania się w starszego mężczyznę jak w obrazek, zupełnie nie potrafił z nim rozmawiać. Tadeusz próbował go zagadać, ale rzadko kiedy otrzymywał bardziej wyczerpującą odpowiedź od “rozumiem”. Kornel nie podtrzymywał rozmowy w żaden sposób, za co po powrocie do domu bardzo go przeprosił. Napisał mu na chacie, że nie umie się przy nim skupić i będzie lepiej dla nich obu, jeśli to wszystko nie będzie się dalej rozwijać. Tadeusz nie wnikał, nie pytał o przyczyny ani nie prosił o wyjaśnienia, tylko zaakceptował decyzję, gdyż w głębi duszy czuł, że to absolutnie nie jest to. Po prostu nie “kliknęło” jakby to powiedziała Zosia i to absolutnie nie była niczyja wina. Trudno. Po prostu trzeba rozglądać się dalej. 

Miesiąc później dowiedział się od nowego sprzedawcy w księgarni, że Kornel wyjechał do Warszawy, gdzie wstąpił do seminarium. Nie potrafił tego wyjaśnić, ale w pewien sposób trochę się tego spodziewał. 

Po tych dwóch niepowodzeniach Tadeusz czuł się zmęczony. Jakimś cudem te dwa spotkania, nieudane na dodatek, wyprały go całkowicie z emocji i chęci do dalszego starania się. Przez wiele tygodni przesuwał po prostu bezmyślnie wszystkie profile w lewo, nawet nie czytając dokładnie opisów. Kilka razy stare pary pisały do niego, ale nie miał siły, aby sprawdzić te wiadomości. Potrzebował przerwy, wakacji. Dłuższego odpoczynku od bycia Tadeuszem Żeleńskim. Jedyne co w takiej sytuacji mógł zrobić, to spakować się i wyjechać na kilka dni do ukochanego Paryża.  

I tak też zrobił. Następnie ukazywała się jego nowa książka, skończył semestr na uczelni, a Staszek miał urodziny, w wyniku czego na kilka miesięcy po prostu zapomniał o sprawdzaniu aplikacji. 

A kiedy do niej powrócił pewnego grudniowego wieczora, wydarzyła się magia. 

 

 

 

 

Grudzień 2019,  

Zakopane  

 

 

Święta Bożego Narodzenia spędził wraz z Kazimierzem w Zakopanem. Był to ich rytuał od trzech lat, odkąd małżeństwo Zosi i Tadeusza się rozpadło. Kaziu, wieczny kawaler i wielki entuzjasta gór, nie byłby sobą, gdyby nie wręczył młodszemu kuzynowi stałego zaproszenia do swojego domu w Zakopanem, gdzie widoki zabierają dech w piersiach, a zapach ukochanego oscypka towarzyszy Żeleńskiemu o każdej porze dnia i nocy. 

Była to pierwsza chwila od wielu miesięcy, kiedy miał trochę czasu dla siebie. Początkowo postanowił spędzić go jak zwykle, szukając kolejnego dzieła do przetłumaczenia, jednak kuzyn miał co do tego wyjazdu inne plany. 

— Kiedy ostatnio sprawdzałeś tę aplikację, którą ci Zosia zainstalowała? 

Nie miał siły go poprawiać, że technicznie zrobił to jego nastoletni syn, a była żona jedynie stworzyła jego profil, ale w gruncie rzeczy nie miało to aż tak wielkiego znaczenia. Wzruszył ramionami i wyjął telefon z kieszeni spodni. 

— Nie miałem zbytnio ani czasu, ani chęci przez ostatnie miesiące. Zaczynam powoli wątpić, czy tam da się w ogóle kogokolwiek znaleźć... 

— Oj Tadziu Tadziu. Nie znam drugiego tak niezdecydowanego, nieśmiałego irytującego człowieka na świecie. — wyrwał mu telefon z ręki i zmarszczył brwi. — Chłopie, masz piętnaście wiadomości, na które nie odpowiedziałeś przez prawie pół roku! Dosłownie jakby kolejka się do ciebie ustawiła! 

Tadeusz prychnął i odchylił się na krześle, popijając gorącą herbatę. W sumie co mu szkodziło, przecież nie będzie tego traktował zbyt poważnie. Być może to był właśnie jego główny błąd. Jeśli podejdzie do tego na większym ludzie i z mniejszymi nerwami, nie będzie może już aż tak bardzo przeżywać kolejnych porażek. 

— Czasami się czuję, jakbym był wyrwany z innej epoki. — parsknął. — Jakbym żył ze sto lat temu i ktoś mnie niespodziewanie przerzucił do przyszłości. Koncept poznawania kogokolwiek przez internet dalej jest dla mnie niezrozumiały, nie wiem, czemu u diabła się na to zgodziłem.... 

— Bo nie miałeś najwidoczniej innego wyjścia. — odparł Kaziu z szerokim uśmiechem, po czym wstał od stołu i zostawił go samego z własnymi myślami. Tadeusz dopił swoją herbatę i w przypływie weny ponownie sięgnął po telefon. Odblokował ekran i jego oczom ukazała się aplikacja, która z powodu jego długiej nieobecności automatycznie wylogowała go z jego konta. 

Z trudem przypomniał sobie hasło (nigdy nie miał głowy do takich rzeczy) i czekał, aż ponownie ukaże mu się plansza z profilami. Przez ten czas aplikacja przeszła pewne zmiany, w pewnym momencie nie mógł się połapać co jest gdzie i gdzie ma kliknąć, żeby sprawdzić swój profil. Zirytowało go to niemożliwie, bo Tadeusz sam w sobie nienawidził zmian. Wszelakich. 

Kiedy udało mu się odnaleźć w tym wszystkim, przeniósł się z jadalni do pokoju gościnnego, który Kazimierz mu udostępniał podczas pobytu i rzucił się na łóżko, w dalszym ciągu z telefonem w ręku. Poprawił poduszkę pod głową i zabrał się za przeglądanie profili. W większości byli to turyści, przebywający na święta w Zakopanem (Tadeusz ze zgrozą zauważył, że ponad połowa z nich jest żonata i szuka po prostu rozrywki). Może co piąty mężczyzna wyglądał na rodowitego górala. Szczerze wątpił, czy dałby radę się z którymkolwiek z nich dogadać... 

W pewnym momencie ujrzał profil, wobec którego nie mógł przejść obojętnie. Kciuk zawisnął nad ekranem, podczas gdy Tadeusz spoglądał na zdjęcie. Było to absolutnie jedno z najbrzydszych zdjęć, jakie w życiu widział. Nie, że mężczyzna był brzydki, zdecydowanie nie. Chodziło o samo zdjęcie, sposób jego wykonania, a także minę faceta (uniesione zdecydowanie zbyt wysoko ku górze brwi, kawałek języka wystający z ust, ręce ułożone przy głowie tak, aby naśladowały diabelskie rogi). Drugie zdjęcie było niewiele lepsze, z naciągniętym swetrem na pół głowy i okropnym grymasem na twarzy. Tadeusz miał wrażenie, że ten facet ma albo osiemnaście, albo czterdzieści pięć lat i nic pomiędzy. Kiedy jednak spojrzał na opis, znalazła się przy nim informacja, że mężczyzna ów to był Stanisław, lat dwadzieścia osiem. 

W opisie miał jedynie emotikonkę diabełka. W normalnych warunkach byłoby to za mało, aby Tadeusz zdecydował się na parę. Ale jakaś dziwna siła nie pozwoliła mu przesunąć jego profilu w lewo. Podświadomie czuł, że jeśliby to zrobił, bardzo by tego żałował. 

Z ciężko bijącym sercem i niemalże z zaciśniętymi boleśnie powiekami, przesunął Stanisława w prawo. 

 

Niemalże od razu otrzymał powiadomienie o parze. 

 

Minutę później Stanisław napisał do niego pierwszą wiadomość: 

 

“O jakże dziwne formy może przybierać szaleństwo ludzi zdrowych!”*

 

 

 

 

 

*Witkacy, Pożegnanie jesienistr. 4, Warszawa 1927.